Neopurytanizm Kontra Ewangeliczny Happy-end

Neopurytanizm to w skrócie inspirowana specyficznie interpretowaną wiarą chrześcijańską niechęć i nieufność wobec współczesnej kultury i rozrywki. A może nawet więcej - może jest to brak nadziei, że w we współczesnym post-chrześcijańskim, na nowo pogańskim świecie znaleźć można ziarna prawdy. Tej złej nowinie przeciwstawiamy naszą nadzieję...
Gandalf to odpowiednik chrześcijańskiego anioła.
On nie włada magią - on włada anielską mocą (rys. Jay Johnstone)
Jay Johnstone"Jay Johnstone"Jay Johnstone"



Termin neopurytanizm powstał prawdopodobnie 15 stycznia b.r. w czasie dyskusji w serwisie informacyjnym Elendilion (patrz tutaj). Jego autorem jest Tadeusz A. Olszański, mój dobry znajomy, politolog i tolkienista, poeta i tłumacz, człowiek, z którego opiniami zawsze się bardzo liczę. Myślę, że termin ten może być bardzo przydatny w dyskusji o pewnej rewolucji, która prędzej czy później zacznie zjadać własne dzieci. Bo neopurytanizm rozszerza zasięg »zagrożeń duchowych« - dziś takowym jest już nie tylko joga, rock'n'roll, capoeira (o obronie sportu walki, capoeiry pisałem tutaj), wschodnie sztuki walki, medytacja, Harry Potter, ale zaczyna być literatura fantastyczna J.R.R. Tolkiena (sic!). 
Rozmawialiśmy w komentarzach na Elendilionie o kontrowersyjnym tekście Roberta Tekielego, który ukazał się jakiś czas temu w Gazecie Polskiej. W swoim eseju Tekieli, znany w Polsce "specjalista od zagrożeń duchowych" (kiedyś czynny okultysta, dziś nawrócony dziennikarz, skoncentrowany na tropieniu aktywności diabolicznej w świecie współczesnym), napisał: »[Powieści Tolkiena] mają gnostycki szkielet. Nie ma bowiem dobrych czarowników. Gandalf mając swoje magiczne właściwości - właściwości, które w świecie realnym mają okultyści - byłby otwarty na demona. Nie mógłby być zatem jednocześnie tak wspaniałym, pełnym cnót rycerzem.«I podsumował:»(...) Tolkien symbolicznie kłamie. Tworzy kłamliwy symbol. Jego pełna chrześcijańskich toposów narracja jest jak trucizna: podana w smacznym cieście jest tym bardziej niebezpieczna.«
Jak pisze Tadeusz A. Olszański: »Powszechną – i trafną – opinię, że wielkim zwycięstwem Złego jest upowszechnienie przekonania o jego nieobecności, a nawet – nieistnieniu, trzeba koniecznie równoważyć drugą konstatacją: iż przekonanie o jego wszechobecności i nieomal wszechpotędze jest także jego zwycięstwem. Że niebezpiecznie jest nie tylko lekceważyć aktywność Złego, ale też – przypisywać jej nadmierne znaczenia«. Jak na neopurytana, Robert Tekieli Szatana wszędzie, nawet w przenikniętych duchem chrześcijańskim pięknych opowieściach Tolkiena. Do tego popełnia typowy dla tropicieli zagrożeń duchowych błąd. Ludzie ci uważają, że »rzeczywistość demoniczna może znaleźć drogę do człowieka wbrew jego świadomości i przyzwoleniu, że osoba nieświadoma np. ezoterycznego znaczenia jakiegoś symbolu lub nie znająca języka takiego przekazu może popaść pod wpływ inteligencji demonicznej« - jak napisał T. A. Olszański. 
Jak na fachowca od Złego przystało, Tekieli widzi tego Złego wszędzie, nawet w przenikniętych duchem chrześcijańskim pięknych opowieściach Tolkiena.Dla neopurytan Gandalf Szary jest Gandalfem Czarnym
(rys. Benco42)
Polski neopurytanizm jest takim samym przejawem amerykanizacji naszej chrześcijańskiej kultury jak choćby tak lubiany przeze mnie prąd ewangeliczny (wyjaśniam czym jest mój katolicyzm ewangeliczny tutaj), popularność muzyki gospel, rozwój ruchów charyzmatycznych. Jednak neopurytanizm zdaje się być ruchem negatywnym. W kulturze amerykańskiej trwa prawdopodobnie od czasów Reformacji purytanizm (owoc kalwinizmu), wyrażający się nieufnością i niechęcią do rozrywki, wręcz do kultury.
Ja sam przeciwstawiam neopurytanizmowi chrześcijańską nadzieję; nadzieję, o której pisał Tolkien w Mitopei: »Serce człowieka nie jest zbiorem kłamstw,
lecz u Mądrego czerpie wiedzy dar
i wciąż go woła. Z dawna zabłąkany,
człowiek zgubionym nie jest. Nie utracił,
chociaż w niełasce, danego mu tronu,
szczątki wielkości swej dawnej zachował:
zwierzchność nad światem przez twórczości władzę.
Nie jemu wielbić stworzenia wspaniałość.
Człowiek, Wtór-Stwórca, rozszczepiony blask:
przezeń to z bieli tryska wielość barw,
mnogość odcieni, nieskończoność złożeń
żywych postaci, pośród serc krążących.
W każdej szczelinie świata szczepić baśń
elfów i gnomów, smoczy posiew siać,
z mroku i z blasku bóstwa snuć i splatać
naszym jest prawem, które, czy użyte,
czy nadużyte, trwa zawsze, niezmiennie:
tworzyć na obraz naszego stworzenia.«

tłum. T. A. Olszański
(całość tutaj)
Neopurytanizm to brak nadziei. Filozofia inklingowska to chrześcijaństwo patrzące na cały świat z nadzieją. Chrześcijaństwo, które widzi wartość nawet w mitach pogan i baśniach współczesnych mitotwórców. Tolkien zdaje sobie sprawę z tkwiącego w ludziach zła, które przenika też tworzoną przez nas kulturę:
»Fantazję można naturalnie doprowadzić do absurdu. Można ją też przedstawić nieudolnie. Można jej użyć do złych celów. Ale czyż nie jest to prawda o każdym ludzkim działaniu na tym upadłym świecie? Ludzie poczęli nie tylko elfy, lecz wymyślili także bogów i zaczęli oddawać im cześć; czcili nawet bóstwa przesiąknięte złem swych twórców. A teraz uczynili sobie fałszywych bogów z innych tworzyw: ze swych przekonań, sztandarów, mamony - nawet nauka i teorie ekonomiczno-społeczne wymagają ofiar ludzkich (...) Człowiek nie utracił praw do fantazji: tworzymy na swą własną miarę i na swój własny, wtórny sposób, ponieważ my także zostaliśmy stworzeni, i to na obraz i podobieństwo naszego Stwórcy«.

(w: Potwory i krytycy, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2000, s. 187).Podsumowuje jednak swoją wizję ludzkiej kultury choćby w tym liście z 7/8 listopada 1944 r. do syna Christophera (pisze o literaturze fantastycznej, o "baśniach", ale wnioski dotyczą chyba całej kultury):
»(...) ukułem słowo "eukatastrofa": nagły szczęśliwy zwrot w opowieści, który przeszywa radością sprowadzającą łzy (co moim zdaniem jest najwyższą funkcją, jakiej mają służyć baśnie). Nabrałem przekonania, że wywiera on swój szczególny efekt dlatego, że stanowi nagły przebłysk Prawdy, że cała natura człowieka spętana materialnym łańcuchem przyczyny i skutku, łańcuchem śmierci, odczuwa nagłą ulgę, jakby wybita kończyna nagle wskoczyła na swoje miejsce. Dostrzega ona - jeśli opowieść posiada na drugim planie "prawdę" literacką (o tym przeczytaj w eseju) - że tak właśnie naprawdę toczy się Wielki Świat, dla którego została stworzona nasza natura. Zakończyłem stwierdzeniem, że Zmartwychwstanie było najwspanialszą z możliwych "eukatastrofą" w najwspanialszej Baśni - i że wzbudza ono to najważniejsze uczucie: chrześcijańską radość wywołującą łzy, ponieważ jest ona w swej istocie tak podobna do smutku, jako że pochodzi z miejsc, gdzie Radość i Smutek stanowią jedno, pogodzone ze sobą, tak jak samolubstwo i altruizm giną w Miłości. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że Ewangelie opowiadają wyłącznie baśń; mówię jednak bardzo wyraźnie, że opowiadają baśń - i to największą. Bajarz musiałby zostać zbawiony w sposób zgodny z jego naturą: poprzez poruszającą opowieść. Ale ponieważ jej autor jest najwyższym Artystą i Autorem Rzeczywistości, ta opowieść otrzymała Byt i prawdę na Planie Pierwotnym. Tak więc w Cudzie Pierwotnym (Zmartwychwstaniu), a także, choć w mniejszym stopniu, w pomniejszych chrześcijańskich cudach otrzymujemy nie tylko nagły przebłysk prawdy kryjącej się za pozorną Ananke naszego świata, ale i przebłysk będący w rzeczywistości promieniem światła wpadającym przez szczeliny w otaczającym nas wszechświecie.« Bo wbrew neopurytanizmowi w kulturze i rozrywce, które nie odwołują się wprost do Biblii też zawarta jest dobra nowina o dobrym zakończeniu. Przecież świat został odkupiony i ostatecznie czeka nas już tylko happy end!

Jestem ciekawy, co moi Czytelnicy sądzą o neopurytanizmie i o podejściu inklingowskim do mitów i baśni.